Dotąd jeszcze mnie twoje pocałunki palą!

Gra mi krew, gdy uściski twe wspomnę gorące —

I syrenich uśmiechów utracone słońce —

Do dziś drżę pod twych źrenic niewidzialną stalą.

 

Widmo, co mi jak upiór krew wysysasz falą —

Niebo mych mąk, rozkoszy moich piekło wrzące,

Źródło żądz, wiekuiście w snach zmartwychwstające:

Po smutkach niepowrotnych noce me się żalą!

 

Krynico mej potęgi — i razem niemocy,

Córo bogów słonecznych i demonów nocy,

Święta królowo grzechu, łez moich władczyni:

 

Lękam się cię zapomnieć, lękam się wspominać.

Nie wiem, czy błogosławić, czy cię mam przeklinać,

Bo sam skazałem siebie na żywot w pustyni.