Kiedy o cichej wieczornej godzinie

Zimowy dzionek w skąpych blaskach ginie

I coraz smutniej mierzchnące z daleka

W zmrok się perłowy niebo przyobleka;

Kiedy od dziwnej całunowej bieli

Ni co odbłyśnie, ni cieniem odstrzeli,

Że wszystko równe niby gładka szyba;

Kiedy tak martwo, że jedynie chyba

Ptak, z smutnym krzykiem ulatując z drzewa,

Iskrzące szrony w śnieżny pył rozwiewa;

O cichej porze, gdy spóźnioną dobą,

Gościnnej strzechy nie widząc przed sobą,

Wędrowiec z zimna drży i strachem bladnie;

Kiedy w komnacie, gdzie po zmierzchłej ścianie

Cienie z światłami płyną przerywanie

Podobne widmom, zasiadłszy gromadnie,

Rodzinne koło kominek otoczy,

A on przyjaźnie i coraz ochoczej

Trzeszczące iskry snopami rozpryska:

U domowego, cichego ogniska

Kogóż tam braknie? czyjejż próżno dłoni

Dłoń roztargniona szuka wkoło siebie?

Za kim stęskniona myśl na próżno goni?

Za kim z nałogu czy w serca potrzebie

Ku drzwiom bez końca zwracają się oczy,

Że zda się tylko patrzeć, jak u proga

Z uśmiechem nieba, postawy uroczej,

Stanie osoba wszystkim równo droga.

Tak długo dała czekać... Toż jeżeli

Wejdzie, to z nagła wśród tej smutnej rzeszy

Pewnie każdemu równie się ucieszy

I wszystkich równo sobą rozweseli.

 

I cóż? Bo oto - nie ma jej na zawsze...

Dokąd odeszła, tam już i zostanie...

Ani ją płacze wypłaczą najłzawsze,

Ni najgorętsze wymodli błaganie,

Ni żal wyboli, ni przyzwie tęsknota!

 

Nie ma jej, nie ma!... Mój Boże! toż przecie

Ma wiosna kwiat swój i swą wiosnę kwiecie.

Ma świat swe ciepło i promień ze złota,

Wprzód nim wiatr zimny zwiędły liść rozmiotą.

 

Tak młoda! Niby przez wschodnie niebiosa

Przemknął się senno obłok z mglistych tkanek.

Była i już jej nie ma. Był poranek

I łzami zaszedł, choć te łzy - to rosa.

 

Szkoda jej! Była pobożną. Bywało,

Wśród modłów, strzeż się spojrzeć na nią śmiało:

Zda się - promieńmi złoci się jej szata,

Zda się - niebiesko lśni jej wkoło skroni,

Zda się - że wtedy ona w niebo wzlata

Albo też niebo przychyla się do niej.

 

Szkoda jej! Była dobrą. Jeśli kiedy,

To przed nią nędzy nie ukryć się w tłumie.

Każdej łzy skrytej lub milczącej biedy

Ona dopatrzy lub się dorozumie.

Świeże jej usta sercem przemawiały,

Z nieba był pieniądz, gdy z jej ręki białej.

 

Nie była piękną, jednak z jej spojrzenia

Patrzało niebo; z jasnymi jej sploty

Lubił się pieścić słońca promień złoty,

Z świeżych ust kwiatów ulatały tchnienia,

A tak umiały uśmiechać się błogo

I głos ich słodki gdybyście słyszeli,

Zdałoby wam się, że tylko anieli

Tak się uśmiechać i przemawiać mogą.

 

I był duch młody wśród młodego ciała:

Lubiła kwiaty, taniec, pieśń, kochała

Wszystko, co piękne. Rzekłbyś, rajskie kwiecie

Na ziemi się przyjęło. Rzekłbyś śmiało:

Że jej lub wiecznie młodą być przystało,

Lub swej młodości nie przeżyć na świecie.

 

Widzę ją. Młoda, całym sercem młoda,

W białej sukience, z przepaską błękitną,

Usta jej kwitną i lica jej kwitną,

Niebo w jej oczach, na czole pogoda.

Jednak umarła, bo było potrzeba,

By nowy anioł zrodził się dla nieba...

 

Kiedy, zdmuchując zimowe zamieci,

Na wschodnich wiatrach jaskółka przyleci,

Aż w śnieżnych szronu pieluchach, co rana,

Wyczekiwana, dziwnie wytęskniana

Wiosna skowronka śpiewem kwilić pocznie,

Kiedy kukułki wędrowne wyrocznie,

Kiedy bocianów błędnych gwarne rzesze

Padną w bór głuchy, osiędą na strzesze,

Gdy poprzez deszcze przelotne radośnie

Świat, przez łzy niby, uśmiechnie się wiośnie,

Gdy kwiat odkwitnie, zmarły krzew odrośnie,

Iż, zda się, majem szlak sobie wyściela

Ciepły dzień Pański, promienna niedziela,

Że, choćby było najstarzej, najchłodniej,

Chłód się rozchucha, starość się rozmłodni,

Może ty, dziewczę, w mogile twej, może

Westchniesz z tęsknoty, może wtedy tobie

Raz pierwszy twardym wyda się twe łoże

I po raz pierwszy zimno w twoim grobie.

 

Tylko że za nic świat ci nasz. Bo oto

Pomiędzy niebem i ziemską tęsknotą

Przez żwiry z świateł mleczna struga płynie,

A kto ją przebrnął, ten nic nie zazdrości...

Bo wieczna wiosna w krainie młodości

I wieczna młodość w promieni krainie.

 

Więc żegnaj, dziewczę, żegnaj w czas daleki!

Jeśliś na drugim brzegu bożej rzeki,

Jeśliś tam wiecznie swobodna i młoda,

To może ciebie i niewielka szkoda.