Na klacz hiszpańską

Nie mają takiej andaluskie stada,

Byłaby takiej Asturyja rada,

Nie pasie takiej napolska murawa,

Jaka się klaczą przechwala Warszawa.

Hiszpańska-ć wprawdzie chodem i nazwiskiem,

Ale się w kraju rodziła nam bliskiem

I słusznie Polska będzie tym chełpliwa,

Że jej córką jest klacz tak urodziwa.

Znaczne w niej kształtu wizerunki wszelkie:

Głowa niewielka i uszy niewielkie,

Oczy wypukłe, wesołe pojrzenie,

I kłus wspaniały, i żywe chodzenie,

Pierś - ach, pierś! - piękna i zupełna w mierze,

Zad jak ulany i gibkie pacierze,

Tusz do popręgu i kark niezbyt chudy,

Nóżka subtelna, podkasałe udy,

A kosa jasna i obfita grzywa

Blaski złotego przenosi przędziwa.

O, jak to piękna, kiedy wzniósszy głowę

I złotą grzywy puściwszy osnowę,

Buja i między zazdrosnymi stady

Swych rówienniczek zawstydza gromady!

Godna zaiste ciągnąć i wóz słońca,

I stać w królewskiej stajni nie od końca;

Godna, żeby jej sam wystrzygał uszy

I róg wybierał koronny koniuszy.

Teraz niech Neptun kształt na się przybierze

Gładkiego konia, jak gwoli Cererze;

Teraz niech Jowisz, zalotów niesyty,

Końskimi stan swój okryje kopyty,

A więcej wskóra, niż gdy boskie stopy

Bawolim rogiem okrył dla Europy.

A gdy ją będą w bieg różnie ćwiczony

Koniuszy z Litwy i drugi z Korony

Kawałkowali - o, jakie korbety,

Jakie pasady, jakie wężokręty,

Jakie odmiany ręki będą w kole,

Jakie pod rzutnym grzbietem kapryjole!

Bujaj, o cudna klaczo, bujaj sobie,

Rozmnażaj stado, które tak po tobie

Pokupne będzie, że o twe źrebięta

Z sobą się będą rozpierać książęta!

Szczęsny masztalerz, który cię fartuje,

Co cię nakrywa i co cię dekuje;

Szczęśliwe łąki. co pasą klacz gładką;

Szczęśliwszy stadnik, co cię sprawi matką,

A pewnie Pegaz stąd między planety

Przeniesie z tobą spłodzone dzianety.