Przez mokre oka sieci horyzont 

padało są chmury i obłoki szrapneli 

po ulewie dzień świeci ryzo 

burzy podjudza zblakłą zieleń 

 

młodziku a tobie żal że wsparty o koło jaszcza 

chorąży zamknął powieki 

książka o to jest złote widmo zbłąkanym w bitwie u rzeki 

każdy ją strzał zaprzepaszcza 

 

młodziku widzisz bój ale tak jakoś płasko 

strzelają broczą biegną krzyczą 

pocisków ptactwo 

nad okolicą 

 

w grzmocie bliskiej baterii opada za liściem liść 

na hełmy na niski okop 

kto piosnki nuci po cichu odgania o śmierci mysi

to ważne gdy spotka się ją oko w oko 

 

nie myśleć jezu nie myśleć 

a dobrze to utonie 

w przypominaniu wizyj które się nie wyśniły 

 

pierwsza pod białym portykiem pałacu pałac plonie 

dziewczęta w nimbach zarzynają łabędzia srebrem pity 

 

druga skrzypce świergocą ze strun czterech do słońca 

wysnuwa się jasność w nitkach samogłos je potrąca 

muzyka parzy pod sercem jak kula 

 

w trzeciej wizji mocarze stanęli na planetach

stanęli globy w krzepkie ujęli ręce 

 

rzucił planetą on zamierzyła się i kobieta 

przez chmurę 

otchłań pociskiem spruła 

 

spłosz wizje wypłyń z tej przędzy 

uważaj odstrzał przelot granat uderza tuż 

i oddudnilo w gruncie i ziemia nagle w górę 

płomienie klaszczą w powietrzu pionowymi deskami z róż 

 

i już nic więcej