Czy marzą kiedy te czoła schylone, 

Które dźwigają cierniową koronę 

Codziennej troski nad zbladła w łzach twarzą... 

Czy one marzą? 

 

Czy w tych źrenicach zamglonych rozbłyska 

Niekiedy iskra wielkiego ogniska, 

Przy którym duchy od wieków się grzeją 

Wspólną nadzieją? 

 

Czy te ramiona od taczek swej biedy 

W chwilach tęsknoty podnoszą się kiedy 

Tam, gdzie ludzkości całej ideały 

 

Tron mają biały? 

Bladzi nędzarze przy cudzym warsztacie, 

Co zasypiają pod snów ciężką strażą, 

I ci, co wloką dnie w zapadłej chacie - 

 

Czy oni marzą? 

Czy słyszą kiedy wśród samotnych godzin 

Głuchy szum wieków idących z kolei 

I ciche szmery tajemnych narodzin 

 

Wielkich idei? 

Czy w odrętwieniu swoim lodowatem 

Czują ten płomień braterskiej miłości, 

Co łączy duchy nad nędzą i światem 

W imię przyszłości? 

 

Czy ci schyleni tak blisko do ziemi 

Naglą jej pochód tętnami własnemi? 

I czy się czuje myśl wydziedziczona 

Cząstką miliona? 

 

Duchy znużone i duchy mdlejące

Czy wierzą, że się te zmroki przeważą? 

Czy przeczuwają jaśniejszych dni słońce? 

Czy one marzą? 

 

Jeśli nie - szerzej rozniećmy ognisko! 

Niech spotężnieje i światło, i ciepło; 

Uściskiem bratnim rozgrzejmy tu nisko 

Pierś ludu skrzepłą! 

 

Jeśli nie - wyżej podnieśmy sztandary! 

Niech nędzarz dojrzy walczących z ciemnotą 

I niech dosłyszy okrzyk, pełen wiary 

W jutrzenkę złotą!