I cóż z tego, że geniusze 

Nieśmiertelne dzieła tworzą, 

że myśliciel swoją duszę 

Na świątynię zmienia bożą? 

I cóż z tego, że w tęsknocie 

Do wieczystej prawdy zdrojów 

Duchy, pełne niepokojów, 

Jako orły rwą się w locie? 

I cóż z tego, że przestrzenie 

światła, ciszy i błękitów 

Myśl, słonecznych pełna świtów, 

Ukochała nieskończenie? 

I cóż z tego, że są duchy, 

Co się trawią własnym żarem, 

Póki świat dźwiga łańcuchy 

I w bezprawiu tonie starem?... 

że wskroś wieków, jak kometa, 

Gorejąca myśl przelata, 

że duchowy gdzieś atleta 

Podwaliny wstrząsa świata, 

że jest serce, które płacze 

Nad niedolą wieku swego, 

że są ścieżki, gdzie tułacze 

Idą smutni - i cóż z tego? 

Wszak na ziemi tu, wśród tłumu, 

Co pięściami się rozpycha, 

Wśród zamętu, krzyku, szumu, 

Gdzie sto żądz naraz oddycha, 

Ani jedno próżne słowo 

Na warg brzegu nie zastygnie... 

Ani jedna myśl w malignie 

Nie zbudzi się świeżą, zdrową...

Ani jeden uśmiech pusty 

Nie powstydzi się, że lata, 

Różowymi tchnięty usty, 

Nad ogromem nędzy świata... 

Ani jeden strój balowy 

Nie zużyje mniej krwawicy, 

Ani jeden kwiatek z głowy 

Nie wypadnie tanecznicy... 

Ani jedna wina czara 

Nie drgnie w dłoni biesiadnika... 

Samolubna żądza dzika 

Nie wymówi: "czyn, ofiara"; 

Ani jedna pierś zamarła 

Ogniem ducha nie zapłonie, 

Ani jedna wielkość karła 

Nie zachwieje się na tronie... 

Tłumu śmiechy i oklaski 

Nie ominą arłekina, 

Gdy wieczornych zórz godzina 

Z wstydu gasi swoje blaski... 

Ani jeden duch służalczy 

Nie podniesie zgiętej skroni 

I nie rzuci ten, co walczy 

O garść złota, nędznej broni... 

żadna podłość, żadna zdrada, 

żadna hańba, co się ima 

Mroków nocy, drżąca, blada, 

Nad przepaścią się nie wstrzyma!... 

 

Ach! gdy wszelka rana ziemi 

Bez ratunku jest otwartą, 

Płakać łzami gorącemi, 

Tęsknić, konać - czyż to warto?