Pan od przyrody

Nie mogę przypomnieć sobie 

jego twarzy 

 

stawał wysoko nade mną 

na długich rozstawionych nogach 

widziałem 

złoty łańcuszek 

popielaty surdut 

i chudą szyję 

do której przyszpilony był 

nieżywy krawat 

 

on pierwszy pokazał nam 

nogę zdechłej żaby 

która dotykana igłą 

gwałtownie się kurczy 

 

on nas wprowadził 

przez złoty binokular 

w intymne życie 

naszego pradziadka 

pantofelka 

 

on przyniósł 

ciemne ziarno 

i powiedział: sporysz 

z jego namowy 

 

w dziesiątym roku życia 

zostałem ojcem 

gdy po napiętym oczekiwaniu 

z kasztana zanurzonego w wodzie 

ukazał się żółty kiełek 

i wszystko rozśpiewało się 

wokoło 

 

w drugim roku wojny 

zabili pana od przyrody 

łobuzy od historii 

 

jeśli poszedł do nieba - 

 

może chodzi teraz 

na długich promieniach 

odzianych w szare pończochy 

z ogromną siatką 

i zieloną skrzynią 

wesoło dyndającą z tyłu 

 

ale jeśli nie poszedł do góry - 

 

kiedy na leśnej ścieżce 

spotykam żuka który gramoli się

na kopiec piasku 

podchodzę 

szastam nogami 

i mówię: 

- dzień dobry panie profesorze 

pozwoli pan że panu pomogę 

 

przenoszę go delikatnie 

i długo za nim patrzę 

aż ginie 

w ciemnym pokoju profesorskim 

na końcu korytarza liści