Ustroń pieszczoty

Wietrzyk z miłym szumem płynie,

Kładną się pod wiatrem trawki,

W gęstwie wabią się turkawki,

Słowik wabi ku gęstwinie.

 

Siądźmy tutaj; tu tak mile!

Odpocznijmy na tej trawce,

Przysłuchajmy się turkawce

I popieśćmy się przez chwilę!

 

Może ócz się moich wstydzisz?

To powieką je zasłonię,

Oddech nawet wstrzymam w łonie,

Nibym omdlał, ot tak! Widzisz?

 

Nie broń się od tej zabawki,

Bo nie zawsze, bo nie wszędzie

Czas i miejsce pieszczot będzie,

Świeży wietrzyk, wonne trawki...

 

Bo nie zawsze, bo nie wszędzie

Znajdzie się takie ustronie —

O, i nie w każdego łonie

Czysty, jak tu, ogień będzie!