Zapał

← poprzedninastepny →

Kupido kiedyś ukochanej żony

Odbiegł, kropelką oleju sparzony,

Gdy mu się w nocy z lampą przypatrzała,

Tak ta dziecina ognia nie strzymała.

Jeżeli uciekł ten bożek miłości

Przed sparzeliną, czemuż w gorącości

Pałającego ja mieszkam płomienia?

Przecz się nie chronię swojego zginienia?

Etna śnieżysta, choć ustawnie gore,

Hekla, choć ognie womituje spore,

Tyle zapału w wnętrznościach nie mają,

Jak go me piersi w sobie ukrywają;

I kanikuła, zda się, że świat chłodzi,

Względem płomienia, co mi w sercu szkodzi.

Niemały ogień snadź Troja wydała,

Kiedy zdradzieckim pożogiem gorzała,

Ale zdałby się i ten pożar mały,

Gdyby się z nim me ognie równać miały.

Ustał na koniec i on ogień w Trojej,

Kiedy dotrawił materyjej swojej;

Tak i ten, co mię tak bezmiernie piecze,

Wtenczas mi zniknie i wtenczas uciecze,

Kiedy strawiwszy me wszytkie wilgości,

Pośle do grobu z alembika kości.

Lecz póki stanie człowieku żywota.

Twoja to, Jago, palić mię robota.