Niebo zmalałe w łunie 

na ciebie i na mnie czeka 

jak kubełek srebrny u studni 

albo o zmierzchu twa ręka. 

 

Gdy ognia porusza kaskiem 

błyszczącym i białym jak puzon, 

serce jak światło na maszcie 

w piersi kołysze się pustej. 

 

Modlimy się dłonie łącząc 

o pamięć otwartą jak pejzaż, 

niech dźwiga nas dalej młodość, 

choć z ognia, głodu, powietrza. 

 

Kiedy ognista kropla 

spłynie zachodem jak liściem, 

niebo jak ścieżka ogrodu 

wróci nas sercu i przyjmie. 

 

Wtedy się łuna tętniąca 

pod brwią nieruchomą przyśni 

i sen jak głęboki krajobraz 

piorun otworzy tygrysi.