Nie zatrzymamy się, aż 

tej nocy nie przepłyniemy milcząc 

ręka przy ręce, przy twarzy twarz, 

by kołysała nicość. 

I będą z nami światy szły, 

o których wiemy z książek, 

co najmniej dwa, a może trzy: 

powietrzne, ziemskie, morskie. 

 

Nie zatrzymamy się już, 

a nieba cienki szczebiot 

będzie nam inną ziemią rósł 

z księżyca, co jak żebro. 

I wstąpi tam nasz lekki cień, 

i wówczas blask wygasły 

nizinnej naszej gwiazdy - ci 

serdecznym wskażę palcem. 

 

Zobaczysz krwistej łuny źdźbło, 

co w oko nasze patrzy, 

wyniosły dym, zwęglony dom 

i smutne nasze miasto. 

I zawiruje krągły stół, 

i świeca wstąpi w ciemność, 

przy której ciosam zgrzebny rym 

i kocham cię na przemian. 

 

Nie zatrzymamy się więc 

tej nocy w milczeniu płynąc, 

gdy wszystko sen, jesteśmy snem 

bez ciała i bez imion. 

Lecz gdy kogutów tkliwy głos 

doleci nas już siwy - 

przy twarzy twarz, przy dłoni dłoń 

wrócimy, wrócimy.