nagotował Pan rybę wielką 

żeby połknęła Jonasza 

 

Jonasz syn Ammitaja 

uciekając od niebezpiecznej misji 

wsiadł na okręt płynący 

z Joppen do Tarszisz 

 

potem były rzeczy wiadome 

wiatr wielki burza 

załoga wyrzuca Jonasza w głębokości 

morze staje od burzenia swego 

nadpływa przewidziana ryba 

trzy dni i trzy noce 

modli się Jonasz w brzuchu ryby 

która wyrzuca go w końcu 

na suchą ziemię 

 

współczesny Jonasz 

idzie jak kamień w wodę 

jeśli trafi na wieloryba 

nie ma czasu westchnąć 

 

uratowany 

postępuje chytrzej 

niż biblijny kolega 

drugi raz nie podejmuje się 

niebezpiecznej misji 

zapuszcza brodę 

i z daleka od morza 

z daleka od Niniwy 

pod fałszywym nazwiskiem 

handluje bydłem i antykami 

 

agenci Lewiatana 

dają się przekupić 

nie mają zmysłu losu 

są urzędnikami przypadku 

 

w schludnym szpitalu 

umiera Jonasz na raka 

sam dobrze nie wiedząc 

kim właściwie był 

parabola 

przyłożona do głowy jego 

gaśnie 

i balsam przypowieści 

nie ima się jego ciała